Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Miłość upiększa każde romantyczne przeżycie i usprawiedliwia każde szaleństwo.


Rozdział 7.

 Długo mnie nie było. Ale ostatnimi czasy bardzo dużo pozmieniało się w moim życiu. Od teraz będę bardzo skrupulatna w prowadzeniu bloga. Dzisiejsza notka nie jest zbyt długa, ani zbyt dobra, ale jest wprowadzeniem do dalszej akcji. Dedykuje ją, Melissie. której opowiadanie zainspirowało mnie do powrotu.

 

Temari czuła się niezręcznie. Bardzo niezręcznie. Ale, była tak szczęśliwa, że mało się tym przejmowała. To dziwne, że podczas tego krótkiego spacerku zorientowała się jak bardzo podoba się jej Shikamaru. To prawda, był strasznie wkurzający, irytujący, upierdliwy, leniwy... Ale, coś ją do niego ciągło. Nie mogła tego wytłumaczyć. Taka pierwsza fascynacja Narą pojawiła się już podczas egzaminu na chunina. Znikła jednak bardzo szybko. Zaraz po ich wyjeździe z Konohy. Potem było co prawda parę przelotnych spotkań, ale nigdy żadne z nich nie doprowadziło do tego, że między nimi zaiskrzyło. A teraz, mieli ze sobą kontakt dopiero od paru dni i już... coś się zmieniło. Blondynka nie miała pojęcia skąd to się wzięło. Jeszcze wczoraj, ba, jeszcze kilka minut temu zdawało się jej, że nic nie czuje do chłopaka. Teraz nie była już tego taka pewna. Jakby w jednym momencie zorientowała się, że Shikamaru jest bardzo przystojny, inteligentny, zabawny, czuły. Zorientowała się, że chętnie widziałaby siebie w roli jego dziewczyny. I więcej o tym myślała, tym bardziej czuła, że szatyn może być tym jedynym.
- Czemu to zrobiłeś? - wiedziała, że się powtarza, ale nie dawało jej to spokoju.
- Chcesz żebym przestał?
- Nie, skąd! - zaprzeczyła może zbyt gwałtownie, ale nie chciała żeby zabierał ręki, było jej bardzo przyjemnie.
Znowu na dłuższą chwilę zapadła cisza. Temari zaczęła się irytować, chciała poznać odpowiedź na swoje pytanie.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała już po raz trzeci.
- Czemu mi na to pozwoliłaś?
Dziewczyna się zawahała, wiedziała dlaczego, ale wolała dostawić to dla siebie.
- Bo... bo... ponieważ... ponieważ...
- Gdyż, dlatego. Użyj jakiego chcesz spójnika, ale dokończ wreszcie to zdanie.
- Pozwoliłam ci na to, ponieważ - dziewczyna znowu się zawahała - lubię jak mnie dotykasz.
Odpowiedź ta może była trochę dwuznaczna, ale Temari nie wpadło do głowy nic innego. Nie wiedziała jak Shikamaru to odbierze, więc popatrzyła na niego nie pewnie.
- Zrobiłem to, ponieważ - chłopak zaczął wreszcie odpowiadać na jej pytanie - zależy mi na tobie.
Obydwoje przystanęli na środku uliczki, na której oprócz nich nie było nikogo więcej. Shikamaru odsunął się parę kroków od Temari i popatrzył jej prosto w oczy, ciekawy reakcji na jego wyznanie.
- Żartujesz, prawda? Wkręcasz mnie? - zapytała oszołomiona dziewczyna. Jednak coś w spojrzeniu chłopaka mówiło jej, że to nie żaden dowcip. - Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?
- Jakoś nie było okazji.
- Nie było okazji - prychnęła dziewczyna - to świetne wytłumaczenie.
- Jeny, jakaś ty upierdliwa.
- No to z łaski swojej zastanów się czy ci się podobam, czy jestem upierdliwa!
- Po pierwsze uspokój się, a po drugie to, że mi się podobasz nie oznacza, że nie możesz być upierdliwa. Ale widzę, że masz mnie głęboko gdzieś więc możemy nie wracać do tej rozmowy.
Chłopak odwrócił się na pięcie i ruszył do przodu z rękoma w kieszeni.
Reakcja blondynki była błyskawiczna, instynktowna i całkowicie nieprzemyślana. Dogoniła chłopaka. Stanęła przed nim. Wspięła się na palce i delikatnie musnęła ustami jego policzek.
- Wcale nie mam cię gdzieś.
Po tym wyznaniu Temari spuściła wzrok. W sumie nie powiedziała mu nic konkretnego, ale czuła się tak jakby właśnie wyznała szatynowi miłość. On stał wciąż blisko niej i tak jak blondynka przedtem nie mógł uwierzyć w usłyszane słowa. Nie mógł uwierzyć, że tak cudowna dziewczyna odwzajemnia jego uczucia. Niewiele myśląc mocno ją do siebie przytulił. Nie mówili nic. W tej sytuacji nie potrzebne były słowa. Nie obchodzili ich przechodnie, którzy pojawiając się sporadycznie rzucali im zaciekawione spojrzenia. W tej chwili liczyli się tylko oni, nikt więcej.
- Shikamaru - zaczęła Temari po paru dłuższych chwilach nie odrywając głowy od jego ramienia.
- Hmm...
- Chyba mieliśmy gdzieś pójść
- O cholera - chłopak zdążył powiedzieć tylko tyle chwycił dziewczynę za rękę i pobiegł z nią w kierunku domu Sarobutich - Kurenai nas zabije!
***
Na miejsce przybyli oczywiście spóźnieni. Kurenai pokrzyczała, pokrzyczała, a kiedy jej przeszło "wręczyła" im dziecko w wózku i odprawiła na spacer. Szli pod ramię przy brzegu skąpanego w słońcu jeziora. Shikamaru pchał wózek, a Temari opierała głowę na jego ramieniu. Myślała jak to wszystko stało się szybko i niespodziewanie. Jeszcze parę godzin temu nie było między nimi zupełnie nic. A teraz, tak przynajmniej wynikało z ich zachowania, byli parą. Dziewczyna nie miała pojęcia jak  to się mogło stać.
- O czym tak myślisz?- zapytał ją szatyn.
- O nas.
- A konkretniej?
- Tak konkretniej to o tym, że mnie bardzo dzisiaj zaskoczyłeś.
- Nie ja jeden. -powiedział i puścił do niej oczko.
- Tylko, że jeśli dalej tak pójdzie to do wieczora zdążymy już wziąść ślub. - zażartowała blondynka.
Chłopak uśmiechnął się:
- Wszystko w swoim czasie.
Spacerowali dalej. W wolnym i spokojnym tempie. Stanęli tylko na chwilę żeby nakarmić Karin. Nie rozmawiali dużo. Shikamaru nie należał do osób gadatliwych, a Temari nie miała nic do powiedzenia, po prostu cieszyła się chwilą.
- Mógłbym wiedzieć co wy tu robicie. - z zamyślenia wyrwał ich dobrze znany, donośny głos Uzumakiego. W ich stronę oprócz blondyna szli jeszcze Sakura i Sasuke.
- Spacerujemy, naprawdę jesteś taki tępy, że tego nie zauważyłeś. - mruknął szatyn.
- To zauważyłem, ale mi chodziło o TO! - mówiąc "to" blondyn zaczął wymachiwać rękoma w stronę Shikamaru i Temari.
- Bałwanie mógłbyś wyrażać się jaśniej. - szatyn oczywiście doskonale wiedział o co chłopakowi chodzi, ale chciał się z nim jeszcze trochę podroczyć.
- Chodzi o to, że wy tu.. no, ten ten teges.
- Obejmujemy się - podpowiedziała wspaniałomyślnie Temari.
- No właśnie, dokładnie o to mi chodziło - wykrzyknął Uzumaki o parę tonów za wysoko.
- Obejmujemy się - zaczął szatyn - i co w związku z tym?
- Dlaczego to robicie? - powiedział blondyn konspiracyjnym szeptem.
- Jeny Naruto nie rób cyrków - do rozmowy włączyła się Sakura wzięła Uzumakiego za ucho i ciągnąc go zaczęła się oddalać. W ślad za nimi ruszył Sasuke.
- Jak myślisz jak szybko wiadomość o tym, że jesteśmy parą obiegnie całą wioskę - mruknęła Temari do Shikamaru kiedy trójka przyjaciół już odeszła.
- Znając Naruto. W mniej niż godzinę.


Głosuj (0)

magda_black 20:12:42 22/10/2010 [komentarzy 5] Wystarczy mniej niż 5 minut

Rozdział 6.

Przepraszam, że nie dodałam wczoraj notki, ale najpierw było rozpoczęcie roku szkolnego, a potem musiałam biegać do ciotki po wodę, bo przez powódź (nawiasem mówiąc trzecią już w tym roku) znowu nie miałam w domu czystej wody, internetu zresztą reż ;(

 

Nazajutrz Temari obudziła się z ogromnym bólem głowy. Na początku nie mogła się nawet zorientować gdzie się znajduje, ale powoli do jej świadomości dochodziły wydarzenia z poprzedniej nocy. Popatrzyła na zegarek żeby zobaczyć ile ma czasu zanim będzie musiała iść do ambasady, dość obojętnie stwierdziła, że jest spóźniona już jakieś 3 godziny. Nie zawracała sobie głowy ubieraniem. Poszła tylko do łazienki umyć twarz i zeszła na dół. W salonie nikogo nie było więc pomyślała, że Shikamaru już pewnie wstał. Siadła na kanapie i objęła głowę rękami. Kac mocno dawał się jej we znaki.
- O, już wstałaś. I widzę, że dolega ci to samo co mojemu synowi. Masz to powinno ci pomóc - Yoshino podała jej szklankę z pomarańczową, gęstą substancją na dodatek pachnącą niezbyt zachęcająco.
- Co to w ogóle jest - powiedziała dziewczyna po powąchaniu wywaru.
- Może lepiej żebyś nie wiedziała, ale temu leniowi pomogło więc może powinnaś spróbować, bo Shikamaru wspominał coś o pracy.
- No cóż, chyba rzeczywiście nie mam wyjścia, pani zdrowie - blondynka zatkała nos i duszkiem wypiła zawartość szklanki. Niestety smakowała jeszcze gorzej niż pachniało.
- To ohydne- wydukała Temari jakby jej mina nie mówiła za nią wszystkiego.
- Balowało się to teraz trzeba cierpieć. Póki co to zapraszam na późne śniadanie, a raczej wczesny obiad bo jakbyś nie zauważyła dochodzi już pierwsza.
Kobieta poprowadziła blondynkę do małej kuchni znajdującej się naprzeciwko salonu. Pomieszczenia było pomalowane na jasny beżowy kolor, znajdowały się tam pastelowo zielone meble i prosty sosnowy stół z krzesłami w tym samym stylu. Gospodyni podała dziewczynie ramen. Ona podziękowała i w ciszy wzięła się za jedzenie.
- Shikamaru dawno już wstał? - spytała po chwili.
- O 7, Hokage wezwała go w jakiejś pilnej sprawie.
Temari uśmiechnęła się pod nosem, chłopak nie spał nawet 4 godzin.
- Przypuszczam, że nie był zbyt zadowolony - powiedziała.
- Coś tam mruczał, że Tsunade jest upierdliwa i narzekał, że go kark boli bo kazałam mu spać bez poduszki, ale kto by się tam nim przejmował.
Blondynka zaśmiała się. Zrobiło jej się nawet trochę żal Nary, ale szybko jej przeszło. Pomyślała, że dobrze mu tak. Nic jej co prawda nie zrobił, ale należało mu się. Ot tak, dla przykładu. Kobiety jeszcze przez jakiś czas rozmawiały. Temari, mimo, że wczoraj Yoshino ją trochę przeraziła, teraz zaczęła ją coraz bardziej lubić. Musiały się co prawda szybko pożegnać bo blondynka była rzeczywiście mocno spóźniona, ale i tak coś między nimi "zaiskrzyło". Kunoichi z Suny udała się do swojego mieszkania, wzięła prysznic i założyła świeże ubrania. Pocieszyło ją tylko to, że przynajmniej nie będzie miała zostać od kogo ochrzanu. To ona przecież była tam szefową ;) Zabrała teczkę z dokumentami i wyszła z hotelu w kierunku budynku ambasady. Przed gmachem zobaczyła Shikamaru stał oparty o ścianę i przyglądał się niebu.
- Nareszcie jesteś - powiedział, gdy ją zobaczył - ile można na ciebie czekać?
- I tak się spieszyłam, powinneś być zadowolony.
- Tak się spieszyłaś, że zdążyłem już wszystko załatwić za ciebie.
- Jak to? - spytała zdziwiona dziewczyna.
- A tak to, że mamy wolne do końca dnia.
- To co będziemy robić?
- Jak to "my"? - tym razem to chłopak był zaskoczony.
- No chyba pokażesz mi wioskę? Zdawało mi się, że od tego jesteś. - Temari co prawda nie zależało na zwiedzeniu wioski, po prostu potrzebowała towarzystwo, a towarzystwo Nary, nie chciała się co prawda do tego przyznawać, ale bardzo jej odpowiadało.
- Wiesz, tak właściwie to zamierzałem iść z Karin na spacer.
- Świetnie, pójdę z wami - wypaliła dziewczyna, nie dając mu dokończyć.
- No cóż, skoro tak to idziemy.
- Zaniosę tylko teczkę do gabinety i zaraz wracam.
Shikamaru odprowadził ją wzrokiem kiedy wchodziła do budynku. Zaskoczyła go, miał wrażenie, że blondynka za nim nie przepadała. A teraz ni z tego i ni z owego wyskoczyła z taką propozycją. Ehh... była strasznie upierdliwa. Do tego widziała jego matkę w akcji. To było dla niego strasznie żenujące. Piękna dziewczyna musiała patrzeć na to jak już niemal dorosły facet dostaje ochrzan za zbyt późny powrót do domu. Wolałby raz na zawsze zapomnieć o tamtej nocy. Niestety nie da się tego wymazać z pamięci. No trudno. Będzie musiał z tym żyć. W między czasie przed budynkiem znowu pojawiła się Temari. Tak jak wczoraj, bez słowa, ruszyli na przedmieścia. Gdy przechodzili przez park, Shikamaru zapytał:
- Zauważyłaś?
- Niby co?
- Tamten facet się na ciebie gapi.
- Który?
- Ten na tamtej ławce z tyłu. Ale nie patrz się na niego idiotko. - warknął kiedy Temari odwróciła się żeby go zobaczyć.
- I tak nie podejdzie - mruknęła zrezygnowana dziewczyna.
- A to niby czemu?
- Pewnie myśli, że jestem z tobą.
- Pewnie mi zazdrości. - powiedział, trochę bez zastanowienia chłopak.
Dziewczyna ze zdziwienia aż przystanęła.
- Mam to traktować jako komplement?
- Tak, ale chodź już bo za chwilę temu facetowi oczy na wierzch wyjdą, swoją drogą nie przesadziłaś trochę z tym dekoltem? - w tej chwili zrobił coś co zaskoczyło i ją, i jego samego. Objął ją ramieniem i pociągnął za sobą. Przeszli parę metrów kiedy blondynka spytała:
- Czemu to zrobiłeś?
- Bo taki miałem kaprys.
Po tych słowach objął ją jeszcze mocniej i prowadził tak aż do domu Asumy.

Nasza babka od chemii jest wstrętna, zadała nam już trzy strony ćwiczeń. Następna notka w sobotę ;)


Głosuj (0)

magda_black 19:41:41 2/09/2010 [komentarzy 5] Wystarczy mniej niż 5 minut

Rozdział 5.

Dziś pierwsza z trzech obiecanych na ten tydzień notek. Następna pojawi się w środę, a trzecie albo w piątek, albo w sobotę. Notkę dedykuję wszystkim nowym czytelnikom.

 

Dom Shikamaru rzeczywiście był położony zaledwie kilka metrów od hotelu w którym mieszkała Temari. Gdy podeszli do wejścia chłopak wyciągnął klucz z kieszeni, otworzył drzwi i wpuścił dziewczynę do środka.
W domu było bardzo ciemno, blondynka zupełnie nic nie widziała.
- Chodź tędy - mruknął Shikamaru i chwycił jej przegub dłoni, a ją w tej chwili przebiegły dziwne dreszcze. Chłopak pociągnął ją w lewą stronę do drugiego pomieszczenia. Gdy się tam znaleźli nagle zapaliło się światło. Przy ścianie stała matka chłopaka w koszuli nocnej, a na fotelu siedział jego ojciec również w piżamie i z wielce przeumieraną miną.
- Młody człowieku co ty sobie w ogóle wyobrażasz - dość spokojnie powiedziała kobieta, ale zaraz potem zaczęła wrzeszczeć - WRACASZ DO DOMU O JAKIEJŚ NIE PRZYZWOITEJ GODZINIE!!! NAWET NIE MASZ POJĘCIA JAK MY SIĘ Z OJCEM MARTWILIŚMY!!! ODCHODZILIŚMY OD ZMYSŁÓW!!! A TY WCHODZISZ DO DOMU JAKBY NIGDY NIC!!! I DO TEGO JESZCZE Z DZIEWCZYNĄ!!! ZA KOGO TY SIĘ MASZ!!! NIE PO TO W BÓLACH CIĘ RODZIŁAM ŻEBYŚ TERAZ WYPRAWIAŁ TAKIE CYRKI!!! GDZIE TY W OGÓLE SIĘ SZLAJAŁEŚ I CO TO ZA PANNA!!?? MÓW SZYBKO BO NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!!! A TY... - warknęła na męża - mógłbyś coś powiedzieć w końcu to też twój syn!!!
- Kochanie nie sądzisz, że trochę przesadzasz - zaczął niepewnie mężczyzna.
- Co proszę??!! Ja przesadzam, ja przesadzam...
- Tak mamo, ty przesadzasz - mruknął Shikamaru, który ostentacyjnie drapał się ręką w tył głowy i przewracał oczami - przecież wam mówiłem, że idę do Asumy i żebyście na mnie nie czekali.
- Mówiłem matce, żeby sobie dała spokój z tym warowaniem, ale wiesz jaka ona jest...
- No jaka? - spytała wyzywająco kobieta.
- Troszeczkę zbyt znerwicowana.
- Ja znerwicowana, ja znerwicowana! Tylko tobie się tak wydaje bo sam jesteś leniem i obibokiem. To samo tyczy się też ciebie młody człowieku - warknęła wskazując palcem na Shikamaru - siadaj na fotelu, musisz nam coś wyjaśnić.
Shikamaru z doświadczenia wiedział, że z jego matką lepiej nie zadzierać, więc posłusznie usiadł we wskazanym miejscu. Temari w tym czasie zastanawiała się jakby się tu gdzieś urwać, ale matka chłopaka co chwilę świdrowała ją wzrokiem więc szanse na ucieczkę miała raczej zerowe.
- Słucham młody człowieku, gdzie do jasnej cholery się podziewałeś? - powiedziała do syna Yoshino stając nad nim jak podczas przesłuchania.
- Jeny, matka jakaś ty upierdliwa, mówiłem już przecież, że byłem u Asumy na grillu.
- Dlaczego wróciłeś tak późno?
- Mówiłem, że wrócę późno i że macie nie czekać.
- Co to za dziewczyna? - po tym pytaniu Shikamaru zorientował się, że nadeszła najcięższa część przesłuchania. Westchnął głęboko:
- Temari no Sabaku ambasador Suny w Wiosce Liścia.
- Dlaczego przyprowadziłeś ją do domu?
W tym momencie blondynka doszła do wniosku, że musi jednak pomóc temu biedakowi. Nieznacznie podniosła rękę do góry i odezwała się nieśmiałym głosem.
- Eee... Może ja to pani wyjaśnię?
Kobieta gwałtownie odwróciła się w jej stronę, a dziewczyna kontynuowała mimo iż Shikamaru i jego ojciec dawali jej wyraźne znaki, że naraża się na poważne obrażenia. Sama zresztą nie wiedziała czy uda jej się sklecić coś sensownego bo ciągle czuła u siebie promile.
- Pani syn zaproponował mi nocleg u siebie, ponieważ zgubiłam klucze i nie mogłam dostać się do swojego mieszkania.
Pani Nara popatrzyła na nią uważnie, a potem znowu odwróciła się w stronę syna.
- Czy to prawda chłopcze?
- Najszczersza.
- Na pewno ona miała tu tylko przenocować?
- Na pewno mamo.
- I nie mieliście zamiar robić tu nic innego?
- Nie mamo.
- Nie proszę pani.
Kobieta wyglądała na całkowicie uspokojoną.
- Ty - nieoczekiwanie znowu wycelowała palcem w Shikamaru - dlaczego wprowadziłeś ją do salonu?
Chłopak popatrzył na matkę zupełnie zdziwiony. Na porządku dziennym było to, że nie wiedział o co jej chodzi, ale teraz całkiem go zaskoczyła.
- No a niby gdzie miała spać.
- A wiec to tak - zaczęła Yoshino, a w jej oczach znowu było widać iskierki gniewu - oczywiście kazałbyś tej biednej dziewczynie spać na tej twardej kanapie, a sam ułożyłbyś się wygodnie na łóżku! Myślałam, że nauczyliśmy cię z ojcem szacunku do kobiet! Ona jest ambasadorem Suny i musimy jej pokazać naszą konohańską gościnność. Już szoruj na górę wszystko jej przygotować, a potem wracaj spać do salonu.
- Tak jest mamo - mruknął chłopak i z rezygnacją powlókł się na górę.
- A ty kochanie pewnie jesteś zmęczona? - Temari dopiero po chwili zorientowała się, że kobieta mówi do niej. Jej ton nagle stał się miły i łagodny.
- Tylko troszeczkę - odpowiedziała niepewnie.
- Chodź ze mną na górę to znajdę ci coś do spania.
Obydwie kobiety weszły na wyższe piętro, a Yoshino po drodze pokazała blondynce gdzie znajduje się toaleta. Następnie zniknęła za drzwiami swojej sypialni i przyniosła Temari koszule nocną. W tym czasie ze swojego pokoju wyszedł Shikamaru. Przebrany już w piżamę i z poduszką i kocem pod pachą.
- Wszystko już gotowe - powiedział chłopak i już miał zejść na dół gdy jego matka chwyciła go za ramię i postawiła zaraz obok Temari.
- Słuchajcie moi drodzy jestem bardzo wyrozumiałą osobą - powiedziała kobieta co chłopak skwitował prychnięciem -ale jak usłyszę, że w odwiedzacie się nawzajem w nocy obiecuje, że popamiętacie mnie na długie, długie lata. Zrozumiano?
Ton kobiety był na tyle poważny, że nie zamierzali niczego kwestionować.
- No to dobranoc. Aha Shikamaru i oddaj mi tą poduszkę, nie należy ci się.
- Ale, mamo.
- Żadnego "ale". Dobranoc.
W milczeniu wszyscy rozeszli się do swoich pokojów. Temari przebrała się jeszcze i skorzystała z toalety. Następnie położyła się w łóżku i dość szybko zasnęła. Jednak przed zaśnięciem zauważyła, że pościel ma bardzo przyjemny zapach. Jego zapach.

 

Na koniec, życzę wszystkim powodzenia w nadchodzącym nowym roku szkolnym ;)


Głosuj (0)

magda_black 09:53:24 30/08/2010 [komentarzy 4] Wystarczy mniej niż 5 minut

Wiadomość 1.

Niestety nie będę mogła dodać notki ani dzisiaj, ani w sobotę, ani w niedzielę z przyczyn ode mnie niezależnych. Za to w przyszłym tygodniu, w ramach rekompensaty pojawią się aż trzy. Myślę, że tak będzie w miarę sprawiedliwie. To by było na tyle, życzę miłego weekendu ;)


Głosuj (0)

magda_black 14:10:57 27/08/2010 [komentarzy 4] Wystarczy mniej niż 5 minut

Rozdział 4.

 Na myśl o zbliżającym roku szkolnym ogarnia mnie przerażenie. Pewnie będzie bardzo ciężki w końcu to moja ostatnia klasa gimnazjum, egzaminy i te sprawy. Ciekawe jak przez to wszystko przebrnę...

 Póki co zapraszam do czytania. Bardzo się starałam, ale raczej ten rozdział nie jest chyba zbyt interesujący. Obiecuje, że w następnych notkach akcja się bardziej rozwinie.

 

- No i wtedy on mówi 'Jak to możliwe, że spotkaliśmy się dopiero teraz?', a ja myślę sobie jak mu powiedzieć, że jesteśmy kuzynami tylko się nie widzieliśmy od prawie 10 lat.
Wszystkie dziewczyny w kuchni ponownie wybuchły głośnym i donośnym śmiechem. Ino opowiedziała kolejną historie o facetach zadłużonych w niej na zabój. Temari musiała przyznać, że trochę zazdrościła jej powodzenia u płci przeciwnej. Ona, mimo tego że przecież była starsza, nigdy nie miała tylu adoratorów. Zresztą, odkąd Gaara został Kazekage chyba wszyscy mężczyźni w wiosce bali się jej poderwać. To zupełnie tak jak gdyby ktoś napisał jej na czole 'Siostra Kazekage. Nie dotykać'. W sumie, przez to w końcu zgodziła się wyjechać do Konohy. Chciała wyrwać się z rąk nadopiekuńczego brata. Blondynka często myślała sobie, że Gaara wpada ze skrajności w skrajność. Albo tak jej nienawidzi tak, że ma ochotę ją zabić, albo tak ją kocha, że izoluje od wszystkich, żeby przypadkiem ktoś jej nie skrzywdził. Dziewczyna westchnęła, no cóż taka to jej marna dola. Następnie skupiła się na Kurenai, która zaczęła opowiadać o ich pierwszej randce z Asumą. Była już w połowie historii kiedy przez salon do kuchni wszedł Sarobuti.
- A o czym to moje drogie panie plotkują?
- Akurat o tobie kochany - mruknęła brunetka gładząc go po włosach.
- No cóż, nie dziwie wam się, kto by nie chciał mówić o mnie.
Dziewczyny wybuchły śmiechem.
- Nie pochlebiaj sobie sensei - powiedziała Ino- kto powiedział, że mówimy o tobie dobrze.
- Ej maleńka nie pogrywaj sobie tak ze mną - mruknął Asuma i pogroził jej palcem.
- Jaka maleńka, jaka maleńka -zaczęła Kurenai bijąc go ścierką- jak ty w ogóle zwracasz się do swojej uczennicy.
- No tak, oczywiście, pozwól że się poprawię - mężczyzna odchrząknął - Panno Yamanaka jako twój nauczyciel nakazuję ci abyś z szacunkiem wyrażała się o mnie i nie bałamuciła mi żony.
- Mistrzu Sarobuti - zaczęła Ino podchodząc do niego i przykładając mu palec do piersi - zapewniam, że to nie ja tylko właśnie szanowna małżonka wypowiadała się o panu najgorzej.
- No wiesz co młoda, jak mogłaś mnie wydać - powiedziała ze śmiechem szatynka teraz na odmianę uderzając ścierką Ino.
- A co, nie mam racji - odparowała dziewczyna.
- Dobra, dobra. Wystarczy tego dobrego! - krzyknął Asuma obejmując Kurenai jedną, a Ino drugą ręką- zabieram waćpanny do nas. Bo bez męskiego towarzystwa, jakby to powiedzieć żeby was nie urazić? O już wiem. Siajba wam odbija.
Kobiety chciały już zaprotestować, ale Asuma zatkał im usta dłońmi i wyprowadził ich do salonu. Hinata, Ten-ten i Sakura poszły zaraz za nimi. Temari na chwile jeszcze została w kuchni. Pierwszy raz widziała tak zażyłe stosunki między nauczycielem i uczniami. Nie przywykła do czegoś takiego. Baki zawsze traktował ich, ją i Kankurou, z pewną wyniosłością, mimo tego, że byli dziećmi Kazekage. Dziewczyna już chciała iść do ogrodu. Kiedy Asuma wpadł z butelką piwa w ręce do salonu.
- Temari z łaski swojej idź do pokoju Karin i powiedz Shikamaru, że jak ją uśpił to niech przyjdzie do ogrodu.
Mężczyzna zaraz wrócił do gości,a ona wyszła do przedpokoju i zaczęła zastanawiać się które drzwi prowadzą do pokoju dziewczynki. Spróbowała otworzyć pierwsze od prawej, lecz ktoś otworzył je już z wewnątrz. To była łazienka, a wyszedł z niej pijany Kiba.
- Te... Tem.. Temiza jak ja się ciesze, że cię widzę, dajże pyska.
I już chciał ją objąć, ale ona bez najmniejszego problemu odskoczyła. Chłopak wpadł na ścianę i przewrócił się. Na szczęście zaraz za nim z łazienki wyszedł Akamaru. I zaciągnął go z powrotem do ogrodu. Dziewczyna była trochę zniesmaczona tym, że chłopak razem z psem chodzi do łazienki, ale postanowiła o tym zapomnieć. Tymczasem otworzyła następne drzwi. Pokój do którego weszła był mały i całkowicie pusty. Następnie podeszła do trzecich z kolei drzwi. Otworzyła je i po samym zapachu poznała, że trafiła w odpowiednie miejsce. Gdy otworzyła szerzej drzwi zobaczyła duży, przestronny pokój. Cały w różu, błękicie i bieli. Uwagę przyciągała przede wszystkim śliczna biała kołyska z rozłożonym nad nią różowym baldachimem. W kołysce leżała Karin, a przy niej na krześle siedział Shikamaru. Chłopak nie zauważył nawet, że Temari weszła do środka. Ona zresztą póki co nie chciała zostać zauważona, miała ochotę popatrzeć sobie na nich jeszcze trochę. Oparła się więc o framugę drzwi i z uśmiechem na ustach przyglądała się chłopakowi, który jedną ręką delikatnie bujał kołyską, a drugą głaskał dziewczynkę po policzku. I ten wzrok... Patrzył na nią jak na bóstwo. Blondynka czuła, że gdyby im teraz przeszkodziła to przerwałaby jakiś magiczny rytuał. Już miała wyjść z pokoju kiedy doszedł do nich z kuchni dźwięk tłuczonego szkła. Szatyn odwrócił się natychmiast i jego wzrok padł na blondynkę.
- Ehh, penie znów ktoś chciał po pijaku nosić kieliszki. A ty po co tu przyszłaś?
Temari mogła się poczuć trochę urażona bo jego ton nie był zbyt miły, ale tym razem postanowiła mu odpuścić:
- Asuma prosił żebyś przyszedł do ogrodu jeśli Karin już śpi.
- No więc, chyba muszę iść bo inaczej nie dadzą mi żyć.
Chłopak pocałował jeszcze dziewczynkę w czoło i razem z Temari wyszedł z pokoju zamykając delikatnie drzwi. Natychmiast udali się do ogrodu. Gdy tylko tam weszli blondynka zauważyła, że to raczej mały park niż ogród. Był ogromny. Przez całą jego długość płynął płytki strumyk, który przy domu zamieniał się w niewielki staw. Po prawej stronie strumyka rósł sad złożony z drzewek owocowych i krzewów. Gdzieś w głębi dziewczyna dostrzegła również niewielką altanę. Po lewej stronie gdzie w najlepsze trwała impreza. Znajdowały się liczne alejki i rabaty z kwiatami. Przy domu stał murowany grill a przy nim stół i krzesła. Nieco dalej stała duża drewniana huśtawka. W wielu miejscach między alejkami stały ławki i lampy. Teraz jednak trudno było się skupić na podziwianiu ogrodu bo wszędzie było pełno ludzi. Shikamaru i Temari szybko wmieszali się w ten tłum. Chłopak razem z Choujim i Asumą pilnował grilla, a Temari dołączyła do dziewczyn plotkujących na huśtawce.
Robiło się coraz później, a końca przyjęcia nie było widać. Wszyscy bawili się wyśmienicie piwo, wino, szampan i wszystkie inne trunki lały się strumieniami. Wszyscy dobrze wiedzieli, że jutrzejszy poranek będzie niewesoły, ale nikogo to nie obchodziło. Kac miał przyjść dopiero jutro, póki co trwała zabawa. Blondynka z ciekawością przyglądała się innym. Zauważyła, że Ino flirtowała z kim popadnie, pal licho gdyby to byli jej rówieśnicy, ale ona przystawiała się nawet do nauczycieli. Kunoichi z Suny strasznie to irytowało. Coraz mniej lubiła tą blondyneczkę. Jak dla niej była za bardzo... wyuzdana. Temari jednak szybko przestała się interesować Yamanaką i skupiła się na innych. Oczywiście w centrum zabawy był Naruto, któż by inny. Dziewczynę zastanawiało jakim cudem to najlepszy przyjaciel Gaary, na pierwszy rzut oka są zupełnie inni. Gaara to ten cichy, spokojny, opanowany, a Naruto jest jak diabeł wcielony. No cóż, widocznie przeciwieństwa się przyciągają. Temari zerknęła na drzwi do salonu. Shikamaru znowu wyszedł. Co pół godziny sprawdzał, czy mała jeszcze śpi. Podziwiała go za to, że jeszcze o tym pamiętał bo z tego co widziała to obrócili już z Choujim całą butelkę sake. Sama zresztą wypiła niewiele mniej. Lubiła takie mocno nakrapiane imprezy mimo, że potem niemiłosiernie cierpiała.
Dochodziła trzecia w nocy. Towarzystwo powoli się rozchodziło. Większość jednak gospodarze ulokowali w licznych pokojach gościnnych. Temari siedział sama na huśtawce. Nie miała najmniejszej ochoty ruszyć się z miejsca. Nagle jakiś cień przysłonił jej światło padające z lampy.
- Pani ambasador aby przypadkiem trochę nie przesadziła - mruknął Nara ze złośliwym uśmieszkiem.
- Może - wydukała dziewczyna - tobie nic do tego.
- Jare, jare. Wiedziałem, że z tobą będą same problemy.
Blondynka poczuła jak chłopak podnosi ją do pozycji stojącej, przekłada sobie jej ramie przez szyje, a wolną ręką podtrzymuje jej talie.
- Odprowadzę cię do domu. Ale musisz choć trochę iść sama, bo jak cię spróbuje wziąść na ręce to się oboje przewrócimy.
Dziewczyna skinęła głową na znak zgody i przez salon, kuchnie i przedpokój wyszli na ulice. Szli dość wolno przez zupełnie puste ulice Konohy. Droga zajęła im sporo czasu bo oboje byli niezbyt trzeźwi. Co chwila przysiadali na jakiejś ławce i odpoczywali. Wreszcie jednak dotarli do hotelu w którym mieszkała Temari. Wejście było jednak zamknięte.
- No to gdzie masz klucze? - spytał Nara.
- Shikamaru, do jasnej cholery. Jakie klucze?
- Jakaś ty niedomyślna. To chyba jasne że do tych drzwi.
- Nie mam żadnych kluczy. Liczyłam na to, że będzie otwarte jak wrócę.
- No to świetnie, jak teraz zamierzasz wejść.
Blondynka zamyśliła się, a po chwili zaczęła dobijać się do drzwi. Shikamaru usiadł na murku przed hotelem i czekał. Nie miał najmniejszego zamiaru jej pomagać.
- Idiotko przestań walić w te drzwi! - wrzasnął wreszcie - nic ci to nie da.
- Wiem, wiem - powiedziała dziewczyna siadając na murku koło niego - ale co ja teraz zrobię?
- Pewnie nie masz siły wracać do Asumy.
Temari pokręciła głową.
- No cóż, to upierdliwe, ale nie mam innego wyjścia. Zapraszam do mnie. Mieszkam zaraz za rogiem.

 

Wiecie, że nie umiem napisać na klawiaturze wyrazu "drzwi" zawsze pisze "dzwi". Ciekawe czemu? Notka jak zwykle za tydzień.


Głosuj (0)

magda_black 16:05:10 20/08/2010 [komentarzy 8] Wystarczy mniej niż 5 minut

Rozdział 3.

 Wiem, że notka miała być wczoraj, ale moi kumple urządzili mi niespodziewany wyjazd do Zakopanego ;) Pojechaliśmy już o szóstej rano. Oczywiście oni musieli mnie zwlec z łóżka o piątej i to jeszcze tak że nie mogłam niczego ogarnąć i pozapominałam najważniejszych rzeczy. I oczywiście ta dwójka wariatów uparła się, że świetnie zna Zakopane chociaż ostatni raz byli tam 5 lat temu, póki chodziliśmy po Krupówkach było OK, ale potem wyprowadzili mnie w takie okolice, że zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie chcą mnie zamordować. I oczywiście zamiast wrócić o jakiejś przyzwoitej porze my musieliśmy wrócić do domu o 23. Więc jak widzicie miałam cały dzień zajęty, a dziś rano musiałam sprzątać, a po południo znowu przyszli moi koledzy [tak, dokładnie Ci sami] i wyciągnęli mnie na spacer w trzydziesto stopniowym upale, a my idioci zamiast jak wszyscy pójść nad rzekę poszliśmy w góry. I wróciłam tak zmordowana, że nie miałam na nic siły. A przed chwilą dzwonili do mnie, że za pół godziny gramy w siatkę więc to pewnie jakaś zmowa przeciwko mnie żebym nie miała prawa się nudzić. To to by było na tyle. Rozdział dedykuje Melissie za to, że pisze tak cudownego bloga, którego uwielbiam.

 

Dochodziła 20. O tej porze na ulicach Konohy panował duży ruch. Podczas gdy właściciele sklepów zwijali interesy, wiele barów i kawiarni dopiero zaczynało budzić się do życia. Temari i Shikamaru w milczeniu minęli to tętniące serce wioski. Niebawem znaleźli się na jej obrzeżach gdzie w przeciwieństwie do centrum było cicho i spokojnie. W dużych i mniejszych domach co prawda świeciły się światła, ale mało kto znajdował się na dworze. Tylko od czasu do czasu dochodziły do ich uszu dźwięki rozmów i śmiechów. Wieczór był bardzo przyjemny. Było ciepło i wiał lekki, chłodzący wiaterek.
- Chyba przesadzałeś z tym, że Asuma sprosił pół wioski.- mruknęła Temari kiedy mijali kolejny ogród gdzie odbywała się zabawa.
- Byłbym zdziwiony gdyby po pewnym czasie wszystkie zabawy nie przeniosły się do niego. Na tym osiedlu w prawie wszystkich domach mieszkają shinobi z rodzinami. Wszyscy dobrze się znają, a dom Asumy i Kurenai ma tą dziwną właściwość, że wszyscy do niego lgną.
- Ale, czekaj oni przypadkiem nie mają małego dziecka?
- Mają. No i co z tego? - spytała Shikamaru widząc oburzoną minę Temari.
- Nie przeszkadzają mu...
- Jej, to dziewczynka.
- A co to ma do rzeczy. Te hałasy nie będą jej przeszkadzać. Przecież to może trwać nawet całą noc. Nie jestem specjalistką, ale wydaje mi się, że dzieci w nocy jednak śpią.
- Mała już się przyzwyczaiła. Niedawno miała roczek i nie pierwszy raz będzie musiała to znosić. Moja kruszynka...
- Czekaj, czekaj. Czy mi się zdawało, czy nazwałeś tą dziewczynkę "twoją kruszynką"?
- Pewnie, no i co z tego. W końcu to moja chrześnica.
Temari aż zatrzymała się ze zdziwienia.
- Jak to możliwe, że z kogoś takiego jak ty zrobili ojca chrzestnego.
- Spytaj się o to Asumy. Idziesz dalej czy będziemy dalej tak stać?
- Idę, już idę.
Jednak po przejściu kilku kroków, dziewczyna nagle wybuchła śmiechem.
- O co ci znowu chodzi?
- To musi być dla ciebie straszne. Przecież takie dziecko jest strasznie upierdliwe. Jak sobie o tym pomyśle to nawet mi cię trochę żal.
- O czym ty w ogóle gadasz. Mała nie jest ani trochę upierdliwa.
- Że co? - powiedziała Temari nie przestając się śmiać.
- Słuch ci przytępiło. W życiu nie powiem, że Karin jest upierdliwa.
- Nazywasz upierdliwym wszystko i wszystkich do o koła, a nie nazwiesz tak dwuletniego dziecka, które płacze, krzyczy, brudzi i smrodzi i jeszcze nie wiadomo co.
Chłopak wzruszył tylko ramionami,a Temari mruknęła 'No proszę, a wydaje ci się, że znasz człowieka,' i ruszyli dalej przed siebie.
- To musi być tu - powiedziała Temari kiedy stanęli przed ostatnim domem na osiedlu. Istotnie trudno się było pomylić. Dom był cały oświetlony, a z ogrodu który musiał się znajdować na jego tyłach dochodziły dźwięki rozmów, śmiechów i muzyki. Wszędzie unosił się też aromat jedzenia od którego ślinka ciekła. Dom był bardzo duży, jak na oko Temari zdecydowanie za duży jak dla trzyosobowej rodziny. Przed posiadłością nie było dużo miejsca. Przy płocie znajdowała się rabatka z drobnymi niebieskimi kwiatkami. Do domu prowadziła ścieżka usypana drobnymi kamykami. Przed domem znajdowała się też wąska weranda, która na całej długości była obłożona donicami z dużymi białymi kwiatami. Shikamaru nie pukając [ależ on nie wychowany XD] wprowadził dziewczynę do środka. Weszli do jasno oświetlonego przedpokoju, którego ściany były ciemno brązowe, a na nich znajdowały się liczne obrazy przedstawiające różnorakie krajobrazy. Shikamaru poprowadził blondynkę w kierunku ostatnich drzwi po lewej. Znaleźli się w stosunkowo niewielkiej kuchni, której ściny wyłożone były białymi kafelkami. Meble miały kolor ciepłego pomarańczu. Przy ścianie stał ciemny prosty stół i pięć krzeseł w tym samym stylu. W kuchni znajdowało się bezpośrednie przejście do salonu z którego wielkie szklane drzwi prowadziły do ogrodu.
- No Shikamaru, nareszcie jesteście - do kuchni weszła Kurenai z Karin na rękach a zaraz za nią Ino i Hinata. Dziewczynka była ubrana w śliczną błękitną sukienkę i buciki tego samego koloru. Miała króciutkie czarne włoski i duże szare oczy.
- Musiałem po drodze jeszcze coś załatwić - mruknął chłopak wskazując na Temari.
- I widzę, że przyniosłeś prowiant - dodała Ino wskazując na torbę z piwem.
- W każdym razie dobrze, że jesteś bo zajmiesz się małą, a my z dziewczynami przygotujemy coś do jedzenia.
- No, choć do mnie księżniczko - powiedział Shikamaru i wyciągnął do niej ręce. Karim chętnie odwzajemniła ten gest. Chłopak pewnie chwycił dziewczynkę, tak jakby robił to codziennie. Temari była bardzo zdziwiona tym, że szatyn tak pewnie obchodzi się z dzieckiem i w dodatku mówi o niej jak o ósmym cudzie świata. Ją osobiście dzieci przerażały. Gdy musiała z jakimś dostać sam na sam, nieważne czy miało 2 lata czy 9 wpadała w panikę. Wolała ich unikać.
- Pójdę z nią do jej pokoju - powiedział Shikamaru bez cienia znudzenia i wyszedł z kuchni. Blondynka na odchodnym dosłyszała jeszcze jak mówił 'Jak tam maleńka, w co się dzisiaj będziesz bawiła z wujkiem?' i pokręciła z niedowierzeniem głową. Z zamyślenia wyrwał ją głos Kurenai.
- Temari jak chcesz to możesz nam trochę pomóc a jeśli nie to zapraszam do ogrodu?
- Co? A, tak...  Z chęcią wam pomogę.

No i jak podoba wam się Shikamaru z instynktem ojcowskim, zawsze chciałam go takiego wykreować ;) Jeśli wszystko pójdzie zgodnie następny rozdział będzie w piątek :*


Głosuj (0)

magda_black 19:45:51 14/08/2010 [komentarzy 3] Wystarczy mniej niż 5 minut

Rozdział 2.

 Nadszedł czas na drugą notkę. Postarałam się żeby była choć trochę dłuższa. Mam nadzieje, że się będzie podobać. Rozdział dedykuje Oli, bo jeśli znowu będzie tyle błędów co poprzednio to będę musiała poprosić Cię o pomoc.

 

- Pani ambasador, niech pani nie zapomni, że o osiemnastej przyjdzie ninja z wioski piasku, który ma odebrać dokumenty dla Kazekage.- powiedziała recepcjonistka po czym zostawiła zdziwioną Temari i oniemiałego Shikamaru samych w pokoju.
Pierwsza opamiętała się Temari:
- Jeśli masz mi pomóc to się lepiej rusz a nie stój jak matoł z otwartą gębą.
- Jak to w ogóle możliwe, że jesteś ambasadorem? -zapytał Shikamaru.
- Jak to mozliwe, że jesteś nija- odprychneła Temari- odkąd Gaara został Kazekage nie pozwala mi chodzić na żadne misje mówiąc, że są zbyt "niebezpieczne", więc przydzielił mi tę robotę.
- No tak, rozumiem.
- To coś nowego. Pomożesz mi wreszcie?!
- Jasne. Od czego mam zacząć?
- Najlepiej od tego co najnudniejsze - blondynka rozejrzała się wokół siebie i po chwili wskazała stojące pod ścianą pudło z papierami. Chłopak mruknął pod nosem jakieś przeklęstwo i zabrał się do roboty.
Pracowali nad dokumentami przez kilka godzin. Nie rozmawiali zbyt wiele. Krótkie wymiany zdań dotyczyły tylko problemów związanych z misjami, rachunkami, rozliczeniami i innymi informacjami z kwitków. Kiedy sekretarka przyniosła im obiad zjedli go w milczeniu i ponownie wzieli się do pracy.
- No na dziś to już chyba koniec - mrukneła Temari odkładając na biurko ostatni plik papierów.
- Masz ochotę coś zjeść?
- Czy ty proponujesz mi randkę? - zapytała podejrzliwie dziewczyna.
Chłopak wywrócił tylko oczami.
- Jeny, jeny, ale jesteś upierdliwa. Chodziło mi o to, że Asuma urządza dziś grilla.
Kunoichi szybko zdała sobie sprawe z wpadki jaką popełniła.
- No tak. A kto tam będzie? - zapytała starając się zmienić temat.
- Znając Asume to z pół Konohy.
- No cóż w takim razie przyjdę.
- Będę po ciebie o 19.30. Mieszkasz w tym hotelu co zwykle, prawda?
- Shikamaru skąd ty wiesz w jakim mieszkam hotelu.
- Eee, noo - chłopak nie wiedział co odpowiedzieć, wolał żeby dziewczyna nie wiedział, że ogląda chmury na dachu sąsiedniego budynku i wie nie tylko w jakim hotelu mieszka ale ma też świetny widok na jej pokój - po prostu takie chodzą słuchy.
- Czy wy w tej wiosce na prawdę nie macie o czym plotkować?
Szatyn wzruszył ramionami i podszedł do wyjścia.
- Shikamaru jeszcze jedno.-chłopak odwrócił się - nie mów więcej, że jestem upierdliwa - powiedziała dziewczyna uśmiechając się. Chłopak odwzajemnił gest i wyszedł z jej gabinetu.                                             

***

Kiedy dziewczyna znalazła się w swoim hotelowym pokoju poszła wziąść prysznic. Kiedy wyszła ubrała się w zwiewną, czarną sukienkę nad kolano wiązaną na szyii, do niej dobrała złote dodatki i czarne "rzymianki". Siadła przy swojej toaletce i próbowała coś zrobić ze swoimi niesfornymi kosmykami. Nienawidziła swoich włosów, nigdy nie wyglądały tak jak ona by chciał. Gdy kolejna fryzura rozsypała się na jej głowie w drobny mak, wziąła do ręki garść kosmetyków i rzuciła nimi w swoje odbicie w lustrze. Z rezygnacją roztrzepał włosy palcami i dostawiła je w lekkim nieładzie. Następnie wykonała lekki makijaż. Kiedy skończyła poszła do łazienki żeby przejrzeć się w dużym lustrze.
- No, nie jest tak źle- mówiła sama do siebie- może troche za elegancko jak na grilla,ale nie powinnam się aż tak wyróżniać. Nie włożyłam przecież szpilek. Po za tym uwielbiam tą sukienke. Chyba mnie wyszczupla. Chwila, chwila, czy ja mówie do siebie?
Temari wyszła z łazienki mrucząc 'Chyba mi odbija.' Siadła na sofie w salonie i spojrzała na zegarek. Shikamaru miał przyjść za pół godziny więc zaczeła rozwiązywać krzyżówki. Była jakoś dziwnie podekscytowana. Nie wiedziała czemu tak się czuje. Minuty mijały jej strasznie wolno. Nie mogła się już doczekać. No właśnie, nie wiedziała na co tak czekała. Przecież chyba nie na niego?
- Nie, na pewno nie. - powiedziała na głos i wróciła do krzyżówki w której wypełniła na razie tylko dwie pozycje. Kiedy zegarek wskazał minutę do wpół do ósmej mrukneła 'Jeśli się spóźnisz zabiję cię. Obiecują, że cię zabiję.' W tej samej chwili usłyszała dzwonek i skoczyła do dzwi. Wygładziła jeszcze sukienkę, poprawiła włosy i otworzyła. Tak jak się spodziewała stał tam Shikamaru. Ubrany w dżinsy, zielony T-shirt i czarną kurtkę w ręce miał reklamówkę z której wystawało pare browarów.
- Masz szczęście że się nie spóźniłeś - powiedziała blondynka mijając go. Cała euforia z niej uszła i znowu stała się oschła i zadziorna.
- Miałem jeszcze pare rzeczy do załatwienia - mruknął chłopak wskazując na reklamówkę z piwem.
- Właśnie widze, chodźmy już.
Dziewczyna zamkneła drzwi na klucz, a przy wejściu oddała go do recepcji. Razem z szatynem wyszła na zaczynające tętnić nocnym życiem ulice Konohy.

Następny rozdział będzie w piątek. Liczę na dużooooo komentarzy.

 


Głosuj (0)

magda_black 09:52:10 6/08/2010 [komentarzy 3] Wystarczy mniej niż 5 minut

Rozdział 1.

 Wielkie dzięki za takie zatrzęsienie komentarzy, normalnie aż z krzesła spadłam. Notkę dedykuje An. bo ona jedyna mnie nie olała. Dziękuje kochana ;* Życzę dużo, dużo weny na pierwszy rozdział.


 


 Do ambasady Suny szedł czarnowłosy shinobi. Chociaż było dopiero pare minut po ósmej już wiedział, że ten dzień będzie fatalny. O świcie Piąta wezwała go do swojego biura i kazała oprowadzić po wiosce jakiegoś ambasadora, a przez następne pare tygodni pomagać mu w pracy. Shikamaru uważał tą całą sytuacje za zbyt kłopotliwą. Dalej rozmyślając o swoim beznadziejnym zadaniu szedł, patrząc w chmury do centrum wioski.
Z przeciwnej strony do ambasady zmierzała Temari. Do Konohy przybyła dopiero pare godzin temu. Była zmęczona i rozdrażniona. Do tego musiała taszczyć z trzydzieści zwojów które zawierały raporty, schematy starych akcjii wojennych i plany misjii. Do wieczora musiała je przeglądnąć, poprawić i wysłać swojemu bratu. Tsunade miała jej wysłać kogoś do pomocy ale Temari nie uśmiechała się praca z jakimś zarozumiałym księgowym. Dalej rozmyślając o dzisiejszej pracy. Powoli dochodziła do budynku ambasady. Nagle poczuła, że traci równowagę, ale pochwili gdy zdążyła już upaść na ziemię, a zwoje które niosła "pouciekały" we wszystkich kierunkach zorientowała się, że na kogoś wpadła. Miała zderzenie z czarnowłosym chłopakiem, który teraz tak samo jak ona leżał na ziemi. Niemusiała długo przyglądać się mężczyźnie, szybko go rozpoznała:
-Shikamaru! Ty kretynie patrz co zrobiłeś!- krzyczała w niebogłosy.
-Temari?! Przepraszam, ale to chyba ty na mnie wpadłaś.
-Żartujesz to wszystko twoja wina!-nie odpuszczała blondynka.
-Dobra, dobra nie gorączkuj się tak, pomoge Ci pozbierać te zwoje!
-Spadaj, nie potrzebuje twojej pomocy!
Chłopak potrząsnął tylko ramionami i weszedł do budynku. Temari została pod dzwiami i zaczeła zbierać zwoje, rozmyślając przy tym dlaczego tak się zachowała. Bardzo lubiła Shikamaru, ale w jego obecności nigdy nie była sobą, stawała się oschła i niemogła z nim normalnie rozmawiać.
Tymczasem Shikamaru czekał na ambasadora Suny:
Szlak! Mam mu pomóc a on każe mi na siebie czekać. Ten gościu musi być strasznie kłopotliwy.-myślał.
W końcu podeszła do niego recepcjonistka i zaprowadziła go do biura ambasadora. Kiedy uchyliła dzwi Shikamaru zobaczył za biurkiem dziewczyne na którą wcześniej wpadł.
-Co!?!?!? Nie mówci mi, że to ona jest ambasadorem..


Następny rozdział dodam w piątek. Co wy na to??


Głosuj (0)

magda_black 19:59:53 30/07/2010 [komentarzy 2] Wystarczy mniej niż 5 minut

Zatruwanie życia

 Postanowiłam zatruć moją twórczością życie kilku osobą, które zdecydują się czytać ten blog. Ostrzegam tylko, że mam problemy z regularnym dodawaniem notek. Jeśli chcesz dowiedzieć się o czym będzie blog to spójrz na jego adres. A teraz przedstawię Wam jak sprawy wyglądają we wykreowanym prze ze mnie świecie ninja. Myślę, że można to uznać za swego rodzaju pralog.

 

Akcja opowiadanie toczy się kiedy bohaterowie mają 16-18 lat. Od razu musze zaznaczyć, że do opowiadania wykorzystałam tylko bohaterów i świat z mangi i anime NARUTO, nie będę się trzymała prawdziwych wydarzeń. Sasuke wrócił do wioski. Sakura stała się jednym z lepszych medic-ninja w wiosce ale to nieznaczy, że przestała sie lepić do Sasuke. Naruto awansował na junina(jak i reszta drużyny). A Kakashi nadal się spóźnia i nadal czyta swoją ulubioną książkę. Kiba nic się nie zmienił, no może ooprócz tego, że jego wierny kompan Akamaru "trochę" urósł. Shino jest jeszcze dziwniejszy niż zwykle. A Hinata mimo, że wszyscy ją wspierają, jest nadal zamkniętą w sobie szarą myszką. Neji i Ten Ten są parą już od paru miesięcy. A Lee i jego ulubiony Sensei Gaj nadal są uważani za najbardziej stukniętych ludzi w wiosce. Ino już dawno przestała zaprzątać sobie głowę Sasuke i obrała sobie na cel swojego kolegę z drużyny Shikamaru. Choji nic się nie zmienił oprócz tego, że teraz waży 12 kg więcej. Shikamaru dostał joninem i naczelnym strategiem wioski. Asuma ożenił się Kurenai i mają śliczną córeczkę o imieniu Karin. Gaara dostał Kazekage, a Kankuro nie odstępuje go na krok. Temari przeprowadziła się do Konohy gdzie jest ambasadorką Suny.

 

Jeśli nic nie pokrzyżuje mi planów pierwszy rozdział opowiadania dodam w piątek. Jeśli ktoś miałby do mnie jakąś sprawę albo pytanie proszę pisać na magda_magdalena@poczta.fm. Liczę na chociaż jednego maluśkiego komcia ;)


Głosuj (0)

magda_black 09:34:31 27/07/2010 [komentarzy 2] Wystarczy mniej niż 5 minut




Shikamaru&Temari

.:: Licznik ::.
3975

.:: Księga 0::.
Zobacz kogo powiadamiam
Chcesz być informowany?

.:: Archiwum ::.

2010
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


.:: Linki ::.


NAJblogi
Sekunda w wieczności.
Gdy nadzieja dobiego końca, a zapas szczęścia już dawno został wyczerpany...
Ona odmieniła moje życie na zawsze.
Stań się osobą, która rozświetla pokój samym swoim wejściem.
Shikatema Historia miłości
Gin Rangiku - love story
NAJmuzyka
Phil Collins - Against All Odds
Lady Antebellum - Need You Now
Patrycja Markowska - Księżycowy
Skillet - Whispers in the dark
Perfect - Niepokonani
Varius Manx - Zamigotał Świat
Sabaton - 40:1
SABATON - Uprising

.:: Opis ::.


Każda miłość jest inna. Każda miłość łączy ludzi. Każda miłość jest pasjonująca. Każda miłość rani tak samo.


Strona Główna

.:: Profil ::.

Mam na imię Magda. Mam 14 lub 15 lat bo różnie mi to ludzie liczą. Jestem spod znaku Skorpiona więc mogę być nieco dożarta. W przyszłości chciałabym dostać inżynierem komunikacji albo dziennikarką. Ważne żebym mogła dużo jeździć po świecie bo zdecydowanie jestem typem włóczykija. Moje rodzinne Beskidy schodziłam już wzdłuż i wszerz. Zapraszam do czytania mojego bloga ;)


Pokaż jak mnie lubisz

.:: Ulubieni ::.