Długo mnie nie było. Ale ostatnimi czasy bardzo dużo pozmieniało się w moim życiu. Od teraz będę bardzo skrupulatna w prowadzeniu bloga. Dzisiejsza notka nie jest zbyt długa, ani zbyt dobra, ale jest wprowadzeniem do dalszej akcji. Dedykuje ją, Melissie. której opowiadanie zainspirowało mnie do powrotu.
Temari czuła się niezręcznie. Bardzo niezręcznie. Ale, była tak szczęśliwa, że mało się tym przejmowała. To dziwne, że podczas tego krótkiego spacerku zorientowała się jak bardzo podoba się jej Shikamaru. To prawda, był strasznie wkurzający, irytujący, upierdliwy, leniwy... Ale, coś ją do niego ciągło. Nie mogła tego wytłumaczyć. Taka pierwsza fascynacja Narą pojawiła się już podczas egzaminu na chunina. Znikła jednak bardzo szybko. Zaraz po ich wyjeździe z Konohy. Potem było co prawda parę przelotnych spotkań, ale nigdy żadne z nich nie doprowadziło do tego, że między nimi zaiskrzyło. A teraz, mieli ze sobą kontakt dopiero od paru dni i już... coś się zmieniło. Blondynka nie miała pojęcia skąd to się wzięło. Jeszcze wczoraj, ba, jeszcze kilka minut temu zdawało się jej, że nic nie czuje do chłopaka. Teraz nie była już tego taka pewna. Jakby w jednym momencie zorientowała się, że Shikamaru jest bardzo przystojny, inteligentny, zabawny, czuły. Zorientowała się, że chętnie widziałaby siebie w roli jego dziewczyny. I więcej o tym myślała, tym bardziej czuła, że szatyn może być tym jedynym.
- Czemu to zrobiłeś? - wiedziała, że się powtarza, ale nie dawało jej to spokoju.
- Chcesz żebym przestał?
- Nie, skąd! - zaprzeczyła może zbyt gwałtownie, ale nie chciała żeby zabierał ręki, było jej bardzo przyjemnie.
Znowu na dłuższą chwilę zapadła cisza. Temari zaczęła się irytować, chciała poznać odpowiedź na swoje pytanie.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała już po raz trzeci.
- Czemu mi na to pozwoliłaś?
Dziewczyna się zawahała, wiedziała dlaczego, ale wolała dostawić to dla siebie.
- Bo... bo... ponieważ... ponieważ...
- Gdyż, dlatego. Użyj jakiego chcesz spójnika, ale dokończ wreszcie to zdanie.
- Pozwoliłam ci na to, ponieważ - dziewczyna znowu się zawahała - lubię jak mnie dotykasz.
Odpowiedź ta może była trochę dwuznaczna, ale Temari nie wpadło do głowy nic innego. Nie wiedziała jak Shikamaru to odbierze, więc popatrzyła na niego nie pewnie.
- Zrobiłem to, ponieważ - chłopak zaczął wreszcie odpowiadać na jej pytanie - zależy mi na tobie.
Obydwoje przystanęli na środku uliczki, na której oprócz nich nie było nikogo więcej. Shikamaru odsunął się parę kroków od Temari i popatrzył jej prosto w oczy, ciekawy reakcji na jego wyznanie.
- Żartujesz, prawda? Wkręcasz mnie? - zapytała oszołomiona dziewczyna. Jednak coś w spojrzeniu chłopaka mówiło jej, że to nie żaden dowcip. - Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?
- Jakoś nie było okazji.
- Nie było okazji - prychnęła dziewczyna - to świetne wytłumaczenie.
- Jeny, jakaś ty upierdliwa.
- No to z łaski swojej zastanów się czy ci się podobam, czy jestem upierdliwa!
- Po pierwsze uspokój się, a po drugie to, że mi się podobasz nie oznacza, że nie możesz być upierdliwa. Ale widzę, że masz mnie głęboko gdzieś więc możemy nie wracać do tej rozmowy.
Chłopak odwrócił się na pięcie i ruszył do przodu z rękoma w kieszeni.
Reakcja blondynki była błyskawiczna, instynktowna i całkowicie nieprzemyślana. Dogoniła chłopaka. Stanęła przed nim. Wspięła się na palce i delikatnie musnęła ustami jego policzek.
- Wcale nie mam cię gdzieś.
Po tym wyznaniu Temari spuściła wzrok. W sumie nie powiedziała mu nic konkretnego, ale czuła się tak jakby właśnie wyznała szatynowi miłość. On stał wciąż blisko niej i tak jak blondynka przedtem nie mógł uwierzyć w usłyszane słowa. Nie mógł uwierzyć, że tak cudowna dziewczyna odwzajemnia jego uczucia. Niewiele myśląc mocno ją do siebie przytulił. Nie mówili nic. W tej sytuacji nie potrzebne były słowa. Nie obchodzili ich przechodnie, którzy pojawiając się sporadycznie rzucali im zaciekawione spojrzenia. W tej chwili liczyli się tylko oni, nikt więcej.
- Shikamaru - zaczęła Temari po paru dłuższych chwilach nie odrywając głowy od jego ramienia.
- Hmm...
- Chyba mieliśmy gdzieś pójść
- O cholera - chłopak zdążył powiedzieć tylko tyle chwycił dziewczynę za rękę i pobiegł z nią w kierunku domu Sarobutich - Kurenai nas zabije!
***
Na miejsce przybyli oczywiście spóźnieni. Kurenai pokrzyczała, pokrzyczała, a kiedy jej przeszło "wręczyła" im dziecko w wózku i odprawiła na spacer. Szli pod ramię przy brzegu skąpanego w słońcu jeziora. Shikamaru pchał wózek, a Temari opierała głowę na jego ramieniu. Myślała jak to wszystko stało się szybko i niespodziewanie. Jeszcze parę godzin temu nie było między nimi zupełnie nic. A teraz, tak przynajmniej wynikało z ich zachowania, byli parą. Dziewczyna nie miała pojęcia jak to się mogło stać.
- O czym tak myślisz?- zapytał ją szatyn.
- O nas.
- A konkretniej?
- Tak konkretniej to o tym, że mnie bardzo dzisiaj zaskoczyłeś.
- Nie ja jeden. -powiedział i puścił do niej oczko.
- Tylko, że jeśli dalej tak pójdzie to do wieczora zdążymy już wziąść ślub. - zażartowała blondynka.
Chłopak uśmiechnął się:
- Wszystko w swoim czasie.
Spacerowali dalej. W wolnym i spokojnym tempie. Stanęli tylko na chwilę żeby nakarmić Karin. Nie rozmawiali dużo. Shikamaru nie należał do osób gadatliwych, a Temari nie miała nic do powiedzenia, po prostu cieszyła się chwilą.
- Mógłbym wiedzieć co wy tu robicie. - z zamyślenia wyrwał ich dobrze znany, donośny głos Uzumakiego. W ich stronę oprócz blondyna szli jeszcze Sakura i Sasuke.
- Spacerujemy, naprawdę jesteś taki tępy, że tego nie zauważyłeś. - mruknął szatyn.
- To zauważyłem, ale mi chodziło o TO! - mówiąc "to" blondyn zaczął wymachiwać rękoma w stronę Shikamaru i Temari.
- Bałwanie mógłbyś wyrażać się jaśniej. - szatyn oczywiście doskonale wiedział o co chłopakowi chodzi, ale chciał się z nim jeszcze trochę podroczyć.
- Chodzi o to, że wy tu.. no, ten ten teges.
- Obejmujemy się - podpowiedziała wspaniałomyślnie Temari.
- No właśnie, dokładnie o to mi chodziło - wykrzyknął Uzumaki o parę tonów za wysoko.
- Obejmujemy się - zaczął szatyn - i co w związku z tym?
- Dlaczego to robicie? - powiedział blondyn konspiracyjnym szeptem.
- Jeny Naruto nie rób cyrków - do rozmowy włączyła się Sakura wzięła Uzumakiego za ucho i ciągnąc go zaczęła się oddalać. W ślad za nimi ruszył Sasuke.
- Jak myślisz jak szybko wiadomość o tym, że jesteśmy parą obiegnie całą wioskę - mruknęła Temari do Shikamaru kiedy trójka przyjaciół już odeszła.
- Znając Naruto. W mniej niż godzinę.